A w Krakowie na Kanonicznej słychać śmiech!

kurs liderski jogi śmiechu w Krakowie 5-6.4.2014

kurs liderski jogi śmiechu w Krakowie 5-6.4.2014

Aż przez 4 dni zajmowałem się roześmianiem i pozytywnym rozwibrowaniem Krakowa. Najpierw dwa warsztaty: w Prapełni i na Festiwalu Progressteron i przez weekend to, co lubię najbardziej, czyli kurs liderski. Spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, bo na kurs zapisało się oprócz 9 pań aż 4 panów – najwięcej w mojej dotychczasowej praktyce! Ostatnio w Warszawie po raz pierwszy zdarzyła mi się sytuacja, że miałem 14-osobową grupę w 100% kobiecą, także bardzo się ucieszyłem na przywitanie nowych braci w śmiechu.

kurs liderski jogi śmiechu, Prapełnia, 5-6.4.2014

kurs liderski jogi śmiechu, Prapełnia, 5-6.4.2014

 

Trafiła mi się bardzo różnorodna grupa, przypadkiem spotkały się na moich zajęciach Gosia, wykładowczyni z uniwersytetu i jej studentka Justyna. Śmiechową ekipę tworzyły też nauczycielki jogi, pastor czy świeżo upieczona emerytka aktywna w grupie teatralnej. W kursie wzięła również udział Ina – pierwsza dentystka w Polsce, która o uśmiech pacjentów może teraz zadbać w kompleksowy sposób. Jurij z kolei zajmuje się między innymi masażem, ale jeszcze za czasów schyłku Związku Radzieckiego miał na uniwersytecie w Kijowie zajęcia ze śmiechoterapii i pokazał nam ćwiczenia z tamtego czasu, dodając, że chętnie przeplata nimi ballady, które śpiewa by nie były zbyt smutne. Ja nie pierwszy raz się spotkałem z tym, że za czasów radzieckich na akademiach uczono rzeczy, które na zachodzie są obecnie uznawane za nowatorskie i alternatywne na przykład irydologii, różnego rodzaju masażów czy medycyny chińskiej. Także nie zdziwiłem się, że coś w rodzaju jogi śmiechu już uczeni radzieccy mogli odkryć, ha ha ha!

IMG_3126

Kurs ten był dla mnie też wyjątkowy z innego względu – po raz pierwszy prowadziłem go wspólnie z moją żoną Anetą. Aneta wnosi do grupy dar naprawdę pięknego, naturalnego śmiechu, tylko jak ją ludzie rozkręcą do śmiechu to trudno jest jej wyhamować, sam doktor Kataria w pewnym momencie aż postanowił ją posadzić z dala od Jesusa z Wenezueli bo tak się napędzali razem śmiechem. Teraz w Krakowie Aneta w pewnym momencie już sama chciała przestać i wiedziała, że będzie mi przeszkadzać w tym bym poszedł naprzód z programem, zeszła z krzesła na podłogę i spojrzała na mnie kochającymi oczami jakby mi chciała powiedzieć: “chcę, ale nie mogę”. Nie mogliśmy przerwać tej medytacji śmiechu, próbowałem wszystkiego, przesiadki z krzesełek na podłogę, relaksacji, muzyki, ruchu. W końcu skapitulowałem, przypomniałem sobie, że doktor Kataria też nie zawsze potrafił “zdyscyplinować” moją grupę i raz skończył zajęcia a my jeszcze pokładaliśmy się ze śmiechu do prawie absolutnego rozpłynięcia się.

IMG_3113

Po zakończeniu kursu miałem stan absolutnej pustki w głowie. Znajomi zapraszali mnie bym wpadł jeszcze niezapowiedziany w niedzielę wieczorem na ich imprezę, opowiedział o jodze śmiechu, zrobił dla nich krótką sesję, ale poczułem chyba po raz pierwszy w życiu, że już mam dość śmiechu i mówienia o jodze śmiechu. Nie żebym tego nie lubił, ale czułem się po tych cudownych 4 dniach i kursie, że tak powiem zupełnie spełniony w temacie. Znaczy to, kochani, że udało nam się wspólnie stworzyć warunki, w których wyśmiałem się prawie do końca. Usiadłem i poczułem się tak niebiańsko, że nic nie potrzebuję, wszystko jest, wszystko cudownie samo się układa, a ja mogę po prostu siedzieć i patrzeć albo nawet zamknąć oczy. Także jestem Wam bardzo wdzięczny za super czas i życzę powodzenia na nowej drodze jogi śmiechu! A od poniedziałku śmieję się dalej i opowiadam…ha ha ha! Zbliża się 4 maja – dzień na całym świecie obchodzony jako Światowy Dzień Śmiechu i będzie super jak uda nam się zorganizować wtedy również jakąś fajną śmiecho-akcję w Krakowie.

IMG_3106

Komentarze Facebook