Chodźmy do Wielkiego Ducha!

Rozwijam w sobie jasność spojrzenia orła i niewinność sarny, która wie, dokąd zmierza i po prostu łagodnym truchtem idzie w tę stronę. Wspinam się na Świętą Górę by wejść na jej szczyt. Idę tam po to pewnie by dojrzeć kolejny szczyt, który tylko stamtąd mi się odsłoni. Po drodze przełęcze i doliny, słońce, deszcz i silne wiatry. Pragnę tylko tego by łączyć się z energią Boga – Stwórcy mojej duszy. Nie muszę wiedzieć jak wygląda, a przywiązanie do męskiego rodzaju określającego Stwórcę wynika tylko z ograniczeń …