Jezu, jak się cieszę, Sziwa, jak się cieszę!

IMG_2960

Nasza wspaniała wyprawa ze śmiechem do Indii dobiegła prawie końca. Zostałem w czasie święta Holi na Goa dosłownie napastowany kolorami aż po żeby, ci z nas co chcieli również nabrali barw, a ci co chcieli uniknąć tego doświadczenia, szczęśliwie go uniknęli. Jeszcze z nie do końca zmytymi farbami wsiadłem dziś z naszą ekipą pionierów śmiechu do samolotu i wylądowaliśmy w Bangalore. Cała grupa wraz z Anetą została w lotniskowej kawiarni, a ja postanowiłem wybrać się do siedziby Laughter Yoga International. Pośmiać się z chłopakami z zespołu doktora Katarii, z którymi się zaprzyjaźniłem i odebrać pakunek zakupów z Indii i ciepłe ubranie z Polski, które zostawiłem u nich w szafie by podróżować na lekko.

IMG_2937

Jako, że jechałem sam i już mniej więcej znam miasto z lekkim naciskiem na mniej, postanowiłem skorzystać z autobusu. Kierowca potwierdził, że jedzie do Galaxy Enclave, gdzie mieści się siedziba jogi śmiechu na świat, więc wsiadłem. Kontroler biletów ubrany na biało jak ludzie w duchowych aśramach, jednak nie kojarzył celu mojej wyprawy i nie wiedział na ile ma mnie skasować. Zadzwoniłem do jednego z asystentów doktora, ale jakoś nie mogli się dogadać, więc bileter podał telefon młodemu muzułmaninowi ubranemu na biało i w kanciastej czapeczce. Ten też nie wiedział, więc podali moją komórkę starszemu jegomościowi z wąsem w marynarce i tenże mi zwrócił wyłączony telefon kiwając głową na nie i na tak jednocześnie. Następnie zostałem policzony na 155 rupii i kontroler mi pokazał bym wysiadł na najbliższym przystanku gdzieś pośrodku autostrady. Samochody sunęły w tą i we w tą z olbrzymią prędkością i modliłem się by ktoś mi pomógł przejść przez jezdnię by porozmawiać z jakimiś ludźmi, którzy tam stali.

IMG_2976

Stałem tak 20, a może tylko 10 minut oglądając nowe, głośne i potężne Indie pędzące z wielką prędkością nie wiadomo gdzie. Nagle zatrzymała się wojskowa ciężarówka i wysiadł z niej jakiś porucznik. Złapałem go i zapytałem czy wie, czy w tą czy w tamtą stronę do mojego celu. Porucznik wyjął nowiutkiego smartfona, załadował internet, chciał sprawdzić adres na mapie google, ale słabe łącze miał i się nie udało. Zaczął rozmyślać, wyraźnie było to trudno zlokalizować, więc zdecydował się na telefon do przyjaciela. Po chwili rozmowy w tajemnym języku powiedział mi, że jednak nie wie i na dodatek szedł w inną stronę.

IMG_2945

I tak sobie stałem znów marząc o tym by jakiś rikszarz mnie dostrzegł. Jak ich nie potrzebuję to co chwila któryś mnie woła, a jak nagle mi są potrzebni to ani śladu po nich. Zaczęło się ściemniać. Kurczę, pomyślałem, trzeba było się zabrać nawet na poligon z tym porucznikiem, bezpieczniej przynajmniej by było. Nie, dobrze, że u jesteś, pomoc już idzie – odezwał się wewnętrzny głos. „Piotr!” nagle usłyszałem wołanie. Na motorze zatrzymał się Vinayak, asystent doktora Katarii. Gdybym nie był już trzeci miesiąc w Indiach, to bym w to nie uwierzył. Kolega wziął mnie na drugiego i za jakieś 7 minut byłem na miejscu. W takich chwilach nie mam wątpliwości, że jestem prowadzony i anioły tam o mnie dbają. O Was też dbają kochani, nawet jeśli jeszcze tego nie wiecie… Hi, hi, ha, ha, ha!

IMG_2908

fot. PB

Komentarze Facebook