W rytmie Indii

Indie. Zawsze takie same. Zawsze świeże. Zawsze święte. Zawsze sprytne. Ciągle fascynujące dla mnie i pewnie dla wszystkich takich jak ja co kochają tu wracać. Poranna medytacja przy symfonii na 500 riksz i 100 świątyń. Po prostu siadam, zamykam oczy i wszystko miesza się z niczym, nic pobrzmiewa pośrodku wszystkiego do potęgi n jak nieskończoność. Dzieci, krowy, owce, dzieci, kolorowe ciężarówki, z sianem, z drewnem, z motocyklami, wołami, ludźmi, sklepy … Read More

O przywiązaniach i cierpieniach

Złapałem siebie czyli moja świadomość złapała mój umysł wczoraj na sytuacji, która spowodowała u mnie pewne zawstydzenie. Poczułem w sobie przywiązanie do sukcesu, oczekiwanie, że ludzie będą lubić i dzielić się filmem z akcji śmiechu w metrze, którą sprowokowałem z grupą znajomych. Fakt, że przez kilka godzin nikt nie polubił filmu przyprawił mnie o smutek i chęć działania – trzeba wiedzieć czemu, może to trzeba usunąć albo chociaż nazwać jakoś ciekawiej? Widziałem w chęci działania, którą wysoce cenię, kolejne … Read More

Jezu, jak się cieszę, Sziwa, jak się cieszę!

Nasza wspaniała wyprawa ze śmiechem do Indii dobiegła prawie końca. Zostałem w czasie święta Holi na Goa dosłownie napastowany kolorami aż po żeby, ci z nas co chcieli również nabrali barw, a ci co chcieli uniknąć tego doświadczenia, szczęśliwie go uniknęli. Jeszcze z nie do końca zmytymi farbami wsiadłem dziś z naszą ekipą pionierów śmiechu do samolotu i wylądowaliśmy w Bangalore. Cała grupa wraz z Anetą została w lotniskowej kawiarni, a ja postanowiłem wybrać się do siedziby Laughter … Read More

Nabieramy kolorów!

Przez tydzień miałem mało czasu na podtrzymywanie internetowej komunikacji: jak się pojawiał internet to zaraz znikał prąd, a jak był prąd to internet się nie spieszył, albo był przez chwilę szybki po czym znikał, co jest jeszcze gorsze niż jak go w ogóle nie ma. Uznałem, że nie będę się denerwował tym, to po prostu znak, że wszystko musi poczekać i wszystko się samo dobrze ułoży. Teraz gdy chcę Wam streścić to co się działo przez cały tydzień podróży po Indiach … Read More

Jogini śmiechu spotykają mistrzów z Indii

Codziennie dzieją się cuda. Tylko nie zawsze je zauważamy. Będąc w Indiach, mamy ułatwione zadanie podziwiania życia. Właśnie przez stolik przy którym siedzę w restauracji w Hampi przemaszerowała małpa, całkiem spokojnym krokiem tak jakby dobrze wiedziała gdzie idzie. Nie wiem skąd się wzięła, grunt, że spokojnie wyminęła mój komputer, aparat i herbatę nic nie zabierając. Ale nie o małpie chcę Wam pisać, tylko o cudach, które się dzieją odkąd w dzień kosmicznej kumulacji energii – święto Mahasziwatri dołączyła do nas … Read More

Niesamowite Indie

Do Bangalore przyjechaliśmy o 5 nad ranem nocnym autobusem z Coimbatore. Czekała mnie miła niespodzianka, okazało się, że kierowca zamiast wysadzić nas na cuchnącym i hałaśliwym dworcu zaproponował nam wysiadkę przy drzwiach ogrodu botanicznego Lal Dagh. Ogród o tej godzinie jest zamknięty to znaczy nikt nie pobiera 10 rupii na wejściu, ale bramy są otwarte i mimo ciemności, mnóstwo ludzi ćwiczy jogę, biega lub robi coś pomiędzy jogą a bieganiem. Rozłożyliśmy z Anetą maty w małej świątyni … Read More

Cała plaża śmieje się z nami

To miało być kameralne spotkanie. Umówiliśmy się z naszą koleżanką z kursu jogi śmiechu u doktora Katarii – Ancolie na spotkanie na plaży Auroville i wspólne śmianie się. Nasza znajoma przyprowadziła swojego przyjaciela i było nas 4, zawsze lepiej, z moich doświadczeń najlepiej praktykuje się jogę śmiechu w grupach od 7 osób wzwyż, więc zawsze lepiej w 4 niż 3. Ale gdy wykąpaliśmy się w cieplutkim oceanie (po raz pierwszy w tym roku po miesiącu w Indiach!) i zaczynaliśmy nasze ho ho … Read More

Jest to piękny świat

 Błękitny wóz ciągnięty przez 2 białe woły z dzwonkami, a na wozie chłop w tradycyjnym lungi na górze siana. Riksza, w środku której siedzi i śmieje się, cudownym sposobem skompresowanych, 20 dzieci. Starsza pani w sari, co siedzi w lotosie przed swoim domem, całym zielonym z dachem z ryżowej strzechy. Dziewczynki rozmawiają z mamą, której akurat kot wszedł pod sari i wystaje sam ogon. Strach na wróble, ubrany na biało, jak niemal wszyscy uduchowieni ludzie w aśramie, pośrodku pola ryżowego pod palm. … Read More

Głodne dusze na górze marzeń

Dopadły nas dwie tuż przed szczytem. Proste kobiety w sari jakich tu pełno. Tylko te trochę inne. Chciały założyć Anetce wieniec z kwiatami. Obroniła się. Przerzuciły żółte kwiatki na moim ramieniu. Wtykają nam plastikowe torebki z kokosami i kadzidłami. Anetka krzyczy mocne „nie” i idzie naprzód do drzewa. Mnie jedna wieśniaczka wyciąga z dłoni kadzidełka i podpala. Myślałem, że kupienie na dole zestawu do spełnienia marzenia w postaci plastikowej torebki z kwiatkami na sznurku, kokosu, 2 kadzidłami … Read More

Kochaj wszystkich, służ wszystkim

W czasie mojego poprzedniego pobytu w Indiach spotkany na ruchliwej ulicy Bangalore mężczyzna z południowej Afryki zatrzymał mnie i serdecznie przywitał, będąc pewnym, że spotkał mnie w Puttaparthi. Podobnie w pociągu z Hajdarabadu do Koczinu para Hindusów mówiła mi, że widziała mnie właśnie u Saia. Aż wreszcie Sai zaczął pojawiać się w moich snach, tańczyć, klaskać, śmiać się. Wystarczająca ilość powodów by wybrać się do aśramu Sai Baby w Puttaparthi, szczególnie, że Aneta bardzo pozytywnie zapatrywała się na mój pomysł. Do listy … Read More