Świat bez liczb

DSC_4500

fot. Paulina Brodzik

Prawda płynie z serca. Nie można się mylić, jak zwyczajnie pozwala się prawdzie wypływać. To tak jak odblokować tamę, strumień po prostu płynie i naprawdę nie ma sposobu, by płynął źle. I nie ma sposobu, by inny strumień jakoś zakłócił jego bieg, każdy strumień płynie po prostu swoim torem, torem swojej prawdy. Jak jesteśmy bez założeń i oczekiwań, stajemy się czystym dzianiem się, przelewaniem strumienia energii w myśli, emocje, wydarzenia. Bez cenzora i krytyka za uchem. Tak po prostu, z czystej niewinności. To zawsze działa. To zawsze porusza. Bryły świata i ludzi. Zawsze dociera tam, gdzie ma dotrzeć. Do serca.

**

Dawno przestałem planować, że ten świat się jakoś dostosuje do mich myśli. No nie. Najwyżej może życzliwie przyjąć ziarna mojej intencji i pozwolić im kiełkować. Mój umysł nie zaplanuje nigdy przebiegu tego kiełkowania lepiej niż sam Stwórca. Jedyne co dla własnego spokoju mogę zrobić to odpuścić i zaufać Stwórcy. Słuchać bicia serca. Dostrajać się do tonu Stwórcy, najbardziej harmonijnej wibracji. Usuwać delikatnym ruchem niczym plamy plany i oczekiwania. Zostawiać pustą przestrzeń.

**

Czasami czuję, jak lecę o własnych skrzydłach. Wiatr niesie mnie wyżej i wyżej, a anioły się do mnie śmieją. W takich chwilach czuję, że wszystko jest możliwe i że mój potencjał jest nieograniczony, a jak i mój to przecież też i twój i każdego człowieka. Czasami na chwilę o tym zapominam. I wtedy dostaję czułego kopa, bym o tym sobie przypomniał. I żebym nie wątpił, ale już tak nigdy przenigdy. I czuję wdzięczność za te kopy. Bez nich trwałbym w złudzeniach.

**

Myślę, że Stwórca miał niezły ubaw stwarzając ten świat. Nie wnikajmy w to, czy był mężczyzną czy kobietą i przez ile dni to robił, to wszystko są tylko pojęcia, opowieści, zabawy z formą. Nawet to, że po robocie musiał odpocząć to nasza stara klisza wyniesiona żywcem z dawnych zakładów pracy. A przecież samo tworzenie całego świata mogło być tak ekscytujące, że nie sposób o lepszą formę zabawy w czasie wolnym! Sam nie znam bardziej pasjonującego działania niż tworzenie nowej rzeczywistości myślą, słowem i czynem.

Ale czasem ulegam mitom i wibracjom tej planety. Jedną z pomyłek, które chyba najbardziej bawią Stwórcę, jest mierzenie, porównywanie i oczekiwanie, czyli to wszystko, co nazywamy „racjonalnością”, a może nawet „postępem”. W ogóle umówmy się, te liczby i ten czas to nie były najlepsze wynalazki.

fot. Paulina Brodzik

fot. Paulina Brodzik

**

Potrafię ujrzeć świat bez liczb i wydaje mi się całkiem fajny. Jak on wygląda? Łatwiej niż opisać, czym jest ten świat, jest dokładnie opisać to, czym nie jest. Spójrzmy na dobrze nam znany świat liczb. Niby wszyscy wiemy, że jakość jest nie mniej ważna niż ilość, a może i ważniejsza, ale skupiamy się na tym, co łatwiej zmierzyć, czyli ilości. Liczę więc ile mam lat i ile jeszcze potencjalnie zostało, liczę która jest godzina, liczę też ile osób przyszło na nasz klub śmiechu. O rany boskie, ze mną włącznie 6 z czego prowadzących 3, w sumie góra 3 uczestników jak zaliczymy do nich kolegę, który przyszedł z pobudek dziennikarskich. Patrzę, ile mam lajków na facebooku pod ostatnim wpisem. Ciągle 4?! A myślałem, że coś naprawdę mądrego, zabawnego, szczerego napisałem, no świat choć wirtualny, ale jednak też świat, mówi, że nie! Gdzie te piękne czasy, gdy miałem spokojnie po 70? Ile mam osób zapisanych na kurs w weekend? No nie, ciągle 5, przecież jakoś trzeba będzie ich rozruszać, roześmiać, a to tak mało. A już dziś środa, ba robi się z niej czwartek, a w piątek zaczynamy, no porażka! A przecież tak niedawno było 10 osób, a w grudniu aż 20… A ten warsztat za tydzień? Dwójka? Mimo całej tej promocji, facebooków, newsletterów, tańszych cen i w ogóle nowatorskiej, przecież no naprawdę wyjątkowej i mega zajebistej mojej autorskiej koncepcji? Ach, ci ludzie, o Jezu, o Sziwa, weźcie mnie na inną planetę…

Choć tutaj trochę wyjaskrawiam, pozwalając myślom które normalnie po cichu siedzą w ostatnich rzędach z tyłu głowy wyjść na światło chwili obecnej, to do takich wniosków nieuchronnie dochodzę gdy zdarza mi się dłużej pobyć w świecie liczb i nasiąkam jego prawami, z których najokrutniejsze to oczekiwanie i porównywanie siebie tak do innych, jak i do swoich największych osiągnięć. I jeszcze przekonanie, że ciągle musisz rosnąć, robić więcej i mieć coraz lepsze liczbowe wyniki. Ale wiem szczęśliwie, że to tylko złudzenia, które mają na celu czynienie nas nieszczęśliwych, więc czym prędzej uciekam do świata bez liczb.

**

Jak wygląda świat bez liczb? Jest dużo prostszy i przyjemniejszy do życia. Zresztą na pewno go dobrze znacie, ale nie wiem czy udało się Wam w nim na dobre zadomowić, bo jest delikatny i ulotny. Do tego bardzo dużo ludzi pracuje nad tym byśmy wierzyli w liczby i ten świat „tylu zginęło, a tylu zostało rannych”… Ale zostawmy ten cały piekielny Liczboland. Dam Wam smaczek Innego Świata.

Idę na klub śmiechu. Niesamowite, jak fajnie, że przyjechał Radosz. Podaję jego imię, bo w świecie bez liczb każdy ma imię, chyba że skupiamy się na tej rzeczywistości niezmiennej, istniejącej ponad imionami, które przecież przylgnęły do nas na pewnym etapie rozwoju. Ale na pewno nikt nie jest ogólnym człowiekiem, nikt nie jest liczbą, statystyką. W każdym razie Radosz to chyba nasz najwytrwalszy uczestnik, który na dodatek mieszka jakąś godzinę drogi pociągiem od Warszawy, a mimo to przyjeżdża. O, jak fajnie, że znów przybył! I przyszły Magda i Iwa, jak one to pięknie prowadzą! I jak fajnie nawzajem uzupełniamy się kolejnymi ćwiczeniami, prowadzimy radosną improwizację! Improwizację, która jest życiem i wodopojem! I przyszła nowa osoba, Anka! Ale fajna dziewczyna. Mówi, że zobaczyła ten mój filmik, ten z przymrużeniem oka sprzed 2 lat i po prostu przyszła. Kto ma trafić do nas, to i tak trafi i nawet najgrubszy „hejter” go nie powstrzyma! Ha ha ha! I przyszedł Tomek, który już kiedyś był u nas w parku, a teraz prowadzi program w telewizji internetowej i chce zrobić reportaż o naszym klubie śmiechu. Super, niech robi. Jakie piękne spotkanie! Jejku, jakie to błogosławieństwo, że żyję i mogę śmiać się z Wami.

fot. Paulina Brodzik

fot. Paulina Brodzik

**

Wiem, że ten opis nie odda całej magii świata bez liczb, która wymyka się słowom. Ale tak mniej więcej udaje mi się żyć bez oczekiwań, doceniając chwilę. Owszem czasami trzeba powrócić do świata liczb, jak prowadzi się jakąś działalność choćby, nawet pomyślicie może tak mało poważną, bo śmiechową. Bo czasem zwyczajnie trzeba zdecydować, czy jednak przy tak niedużej liczbie uczestników odwołujemy warsztat czy nie. W końcu trzeba policzyć wydatki, tyle za salę, tyle za przejazd, tyle za materiały i podjąć decyzję. Ale tylko tyle. Na chwilę. Bez przywiązywania do tego emocji i bez wyciągania ogólnych wniosków o ludziach i życiu, które zakłócają odbiór piękna świata. Prosta matematyka i wóz albo przewóz: wycofujemy się albo jedziemy naprzód mimo to. Szybka decyzja, szybka komunikacja, i nic ponadto. Może jeszcze jakiś nowy pomysł na to, co zrobić lepiej, ale bez spiny, że musi się pojawić. I potem uffff, znów jestem w świecie bez liczb. A w świecie bez liczb każdy człowiek jest wyjątkowy, a każda chwila inna i najlepsza na świecie. Mamy wybór: czy jesteśmy mieszkańcami świata bez liczb, którzy świadomie zapuszczają się tylko na krótkie wycieczki do Liczbolandu, czy damy sobie wmówić, że nie ma świata poza liczbami.

fot. Estera Klima

fot. Estera Klima

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz