Piotr i Aneta

Piotr Bielski – pionier jogi śmiechu w Polsce, prezes Fundacji Jogini Śmiechu, autor książki „Joga śmiechu. Droga do radości”, stawia sobie za cel by Ziemia stała się najbardziej roześmianą planetą w kosmosie, a Polska najbardziej roześmianym państwem świata. Dlatego poprowadził już warsztaty we wszystkich 16 województwach Polski i przeszkolił już ponad 300 instruktorów tej metody, a także gości z zajęciami w znanych firmach, ośrodkach jogi i rozwoju, uniwersytetach, klubach seniorów, szpitalach, a nawet więzieniach. Zorganizował już 2 wyprawy do Indii, ojczyzny tej metody, gdzie uczył się jej bezpośrednio od jej założyciela – doktora Madana Katarii otrzymując tytuł certyfikowanego trenera Dr Kataria School of Laughter Yoga. Z wykształcenia socjolog, z wcześniejszego zawodu dziennikarz, stały współpracownik Polityki, Joga Magazynu oraz Yoga&Ayurveda i autor wielu tekstów poświęconych tej metodzie, którą twórczo rozwija. Szczęśliwy mąż Anety i tata Rozalii.

Aneta Bielska – trenerka jogi śmiechu, współzałożycielka Fundacji Jogini Śmiechu, certyfikowana trenerka Dr Kataria School of Laughter Yoga, z wykształcenia pedagożka, od wielu lat zajmuje się pracą z ciałem i pielęgnacją piękna, od początku swym śmiechem i miłością wspiera Piotra w dziele śmiechowej rewolucji w Polsce i wraz z nim twórczo rozwija jogę śmiechu, często praktykuję jogę śmiechu wspólnie z Rozalią

Opowieść Piotra:

Gdy po studiach nie potrafiłem do końca odnaleźć się w świecie wielkiej gonitwy, zadawałem sobie i Opatrzności pytanie: co mam tu robić na tej planecie? I jak wsłuchałem się w siebie słyszałem zawsze ten sam cichy głos: szerzyć radość i miłość! No dobra -mówiłem- zgadzam się, ale co konkretnie? I wtedy zapadało milczenie.

Przez ileś lat mantrą mojego życia było „jakoś ciągnę”, bo nie znajdowałem sposobów, by żyć pełnią radości i miłości w tym świecie. Aż nastała długa ciemna noc i nie mogłem już dalej żyć na pół gwizdka. Mój tato zachorował na raka i diagnozy były fatalne. Przez dwa lata byłem świadkiem jak z potężnego mężczyzny stawał się cieniem siebie. Przeszedłem przez wielkie cierpienie i smutek utraty. Jednak cały czas ten cichy głos pulsował we mnie. Postanowiłem zaufać Życiu. I tak nagle poznałem wspaniałą kobietę, z którą zaczęliśmy razem marzyć. I co lepsze te marzenia szybko stawały się rzeczywistością! I tak oto wylądowałem w Indiach.

Szukałem inspiracji na nowe życie w rytmie pulsu mojego serca. Już bez tych kompromisów, które zamykają serce. Już dość „niby” życia, w którym odkłada się wszystko co ważne na przyszłość, a ona może przecież nigdy nie nadejść. Znajomy wspomniał mi o tym, że w Indiach ludzie spotykają się codziennie o świcie w parkach, żeby się śmiać i dzięki temu z radością i energią zaczynać każdy nowy dzień. Okazało się, że w trakcie planowanego przeze mnie pobytu w Indiach lekarz, który zapoczątkował ten ruch, będzie prowadził kurs trenerski. Nagle zacząłem biegać, skakać i śmiać się. Nie wiedziałem jeszcze czemu, ale wiedziałem, że muszę tam być. I tak zostałem nauczycielem jogi śmiechu.

Podjąłem się wyzwania, które dostałem od doktora Katarii: w celu rozbudzenia ducha radości śmiałem się codziennie przez przynajmniej 15 minut bez względu na okoliczności. Postanowiłem spróbować zaszczepić tę cudowną gimnastykę w Polsce. Wychodziłem niemal codziennie do parku w Warszawie. Czasem nikt nie przyszedł. Czasami przyszło parę osób, innym razem 10, a następnym 20. Czasem pojawiła się gazeta, czasem radio, raz jedna telewizja, innym razem druga, w końcu przyjechała ekipa Pierwszego Kanału Rosyjskiej TV i udało mi się przekazać chyba najbardziej pozytywnego newsa z Polski w ostatnich latach. Pojawiły się zaproszenia: do Krakowa, Poznania, Gdańska, Białegostoku… Z moją żoną Anetą, która bardzo mnie wspiera na drodze bezwarunkowej radości, śmialiśmy się już z tysiącami ludzi w tak różnych miejscach jak szpitale, firmy, szkoły i więzienia. Śmialiśmy się z małymi dziećmi, pracownikami korporacji, ale i seniorami, w tym panią powyżej stu lat. Tych zaproszeń do śmiechu było tak dużo, że – chcąc sprostać wyzwaniu – zaczęliśmy szkolić instruktorów. Przeszkoliliśmy już ponad 200 osób, które zaczęły szerzyć naszą gimnastykę radości.

Poczułem, że śmiech jest językiem zgody, a w tym co robimy – wielka moc zmiany. To jest droga do wolności. Sposób, by słuchać serca i nie przejmować się tym, co inni mogą pomyśleć. Metoda pozwalająca, by energia życiowa swobodnie przez nas przepływała, a Opatrzność nas prowadziła. Przyszła do mnie wizja, że w Polsce pobijemy rekord Guinnessa największej liczby ludzi śmiejących się w jednym miejscu i pokażemy całemu światu, że jesteśmy narodem potencjalnych optymistów. Ale do tego potrzeba już fundacji. Oto i jest! Nasza Misja jest bardzo prosta: praktykujemy i uczymy bezwarunkowej radości, dobrego kontaktu z własnym wnętrzem i harmonijnego zestrojenia ze światem. Zapraszamy!

Wiem, że życie może być naprawdę przepojone cudownością, wspaniałością, błogością, miłością i w łatwy sposób można je takim uczynić. Mam ochotę powiedzieć, że życie może być wręcz zajebiste, by podkreślić moc przemiany jakiej doznałem!  Wystarczy dokonać wyboru opcji na bezwarunkową radość. Warunkiem powodzenia jest pełna wolność, słuchanie siebie i podążanie za tym, co w nas żywe…Zaufanie i odwaga by pójść za tym, co podpowiada nam intuicja. Swobodne i śmiałe improwizowanie samemu i w grupie, generując zjawisko przepływu, pełen flow. Moją drogą jest połączenie z innymi, otwartość, bliskość, czułość, pełna autentyczność i wdzięczność. Do tego mądra, bo przepełniona spokojem i zaufaniem troska o świat. Moim narzędziem ku temu jest joga śmiechu.

DSC04101

 

Opowieść Anety:

Śmiech towarzyszył mi od zawsze, kiedyś nawet sędzia w trakcie ważnej sprawy w sądzie zagroził mi karą, żebym się nie śmiała. Jest to dla mnie sposób na wyrażanie siebie, niezawodna metoda na tworzenie relacji społecznych szczególnie przydatna w pracy z ludźmi, ale też i mój patent na sytuacje stresujące i napiętą atmosferę. Joga śmiechu wybuchła w moim życiu wraz z eksplozją radości Piotra w naszym salonie, gdy przeczytał informacje o kursie nauczycielskim w Indiach. Z ostrożnością ale też z dziecięcą ciekawością śledziłam każdy „śmiechowy” krok mojego męża. Gdy budził mnie swoją praktyką śmiechu o 6 rano mój dystans do tej metody gwałtownie rósł spotykając dużą dozę zaspanego sceptycyzmu. Lubię jednak wszystkiego doświadczyć zanim wydam ostateczną opinię, a przynajmniej przyjrzeć się z bardzo bliska, tak więc po roku sama trafiłam do Indii i spotkałam doktora Katarię.

Wraz z Piotrem spędziliśmy tydzień w towarzystwie wspaniałego międzynarodowego grona ludzi z którymi łączyliśmy się we wspólnym śmiechu bez granic. Piękny czas, który zaowocował decyzją o dołączeniu się do kursu nauczycielskiego jogi śmiechu. Od tego czasu coraz częściej towarzyszę Piotrowi w czynieniu Polski najbardziej roześmianym państwem świata. Poznaję coraz to szersze zastosowanie tej metody i razem eksplorujemy nowe obszary działań. Coraz częściej się zdarza, że nie potrafię powstrzymać swojego śmiechu, a euforyczna radość przenika mnie od stóp po czubek głowy. A najpiękniejsze jest to że dzięki praktyce i regularnie prowadzonym zajęciom mogę po ten stan sięgać często i z dużą łatwością. Ttak jakby absolutna radość zamieszkała we mnie.

IMG_7447

foto: Julita Delbar

foto: Julita Delbar

 

3 Responses to Piotr i Aneta

  1. Edwin napisał(a):

    Piękna historia pełna radości życia….

  2. Eduwina napisał(a):

    Podziwiam Was i dziekuje, ze czynicie ten swiat lepszym przez zmienianie energii zycia na RADOSNA .Brawo! Jaka ulga,ze tacy ludzie jak Wy zyja na tym swiecie.:)

    • joginsmiechu napisał(a):

      Pozdrawiamy i dużo radości dla Ciebie. Każdy z nas może być zmianą, którą chce zobaczyć w świecie :)