Joga śmiechu otworzyła moje serce… na siebie samą! Wywiad z Edytą Czaplą, liderką jogi śmiechu

DSC_6942_mniejsza

Dziś chciałbym przedstawić Wam Edytę Czaplę, liderkę jogi śmiechu, wolną duszę, z ttych bardziej wędrownych, obecnie z Trójmiasta. Historia Edyty jest dla mnie wyjątkowo inspirująca. Zdarzają mi się na kursach liderskich osoby, które od razu odpalają jak rakiety, zaczynają prowadzić zajęcia, zakładają kluby śmiechu, odnoszą sukcesy i oczywiście to mnie bardzo cieszy. Ale też i budująca jest historia Edyty, która pokazuje, że jednak na wszystko jest w życiu czas, na radość i na smutek, na pewność i na wątpliwości. Kurs liderski jogi śmiechu, w którym dbamy o to by najpierw rozbudzić śmiech i radość w sobie, by z tej przestrzeni wyjść do ludzi, może być bardziej impulsem do spotkania ze sobą samym, a do prowadzenia zajrzeć można dojrzeć w swoim tempie. I nie ma, że tak jest lepiej, a tak gorzej, bo każdy ma swoją unikalną drogę rozwoju i nie da się porównać jej z innymi. I cudowne jest jak wszystko układa się tak jak w wypadku Edyty, która po półtora roku powtórzyła kurs i tym razem wystartowała z prowadzeniem zajęć. Zresztą posłuchajcie sami, co nam powie sama Edyta.

Zacznijmy od początku: jak trafiłaś na jogę śmiechu?

Na jogę śmiechu trafiłam przypadkiem, choć podobno w życiu nie ma przypadków ;). Zrezygnowałam z pracy w korporacji i szukałam nowej ścieżki zawodowej. Chciałam działać z ludźmi, coś prowadzić, inspirować, wspierać, czyli wreszcie robić to, co zawsze we mnie wołało o uwagę, a na co dotychczas nie miałam odwagi. W tamtym czasie znajoma, z którą dużo śmiałyśmy się któregoś razu mówi: „Masz bardzo zaraźliwy śmiech. Mogłabyś pójść do takiej szkoły śmiechowej co w Warszawie powstała”. Owa „szkoła” okazała się jogą śmiechu (śmiech). Akurat trwały zapisy na warsztaty liderskie w Warszawie. Nie byłam w najlepszej kondycji finansowej, ale postanowiłam jakoś to ogarnąć i skorzystać z propozycji Piotra rozbicia płatności na raty.

Warsztaty były dla mnie bardzo wymagające fizycznie i psychicznie. Ale też jedne z ważniejszych w życiu. Pełne akceptacji i miłości. Ćwiczenie pozdrowienia „namaste” z innymi uczestnikami było poruszające i bardzo głęboko otwierające. Dotknęłam i odkryłam coś ważnego dla siebie. Spotkałam się też z wewnętrznym smutkiem. Nie czułam się wtedy jeszcze gotowa, by prowadzić zajęcia z jogi śmiechu. Była to dla mnie całkowita nowość, gdyż nigdy wcześniej niczego nie prowadziłam.

Potem wyjechałam do pracy w górach i nie bardzo czułam gotowość do zajmowania się tematem. Po roku wróciłam do Gdańska. To był bardzo trudny czas dla mnie. Śmierć bliskiej osoby, trudność w odnalezieniu się ponownie w nowej rzeczywistości życiowej sprawiało, że powoli dotykała mnie depresja. Wtedy przypomniałam sobie o jodze śmiechu, jak bardzo mnie podniosła, jak dała mi cenny dar, który mnie zmienił. Tym razem warsztaty liderskie Piotra odbywały się w Trójmieście. Ponownie wzięłam w nich udział i poczułam, że chcę coś dalej w tym kierunku robić. Szukałam osoby, z którą mogłabym wspólnie coś podziałać. Sama też potrzebowałam zobaczyć, czy prowadzenie jogi śmiechu jest tym o co mi chodzi. Zainspirowana historią Piotra Bielskiego, postanowiłam skrzyknąć paru znajomych, aby zobaczyć jak mi będzie i jak się w tym odnajdę.

11351298_1021282864569119_262527014954772015_n

Jak oceniasz jogę śmiechu z perspektywy czasu? Czym ona jest dla Ciebie teraz?

Joga śmiechu otworzyła moje serce na siebie samą. To jest dar na całe życie. Teraz widzę, że może być czymś głębszym, niż zabawianie towarzystwa i opowiadanie żartów. Zawsze lubiłam rozbawiać ludzi, ale często wynikało to z pewnej chęci bycia w grupie, zaistnienia. Tak naprawdę wewnętrznie czułam się smutna i samotna. Głęboki śmiech, ten z brzucha dał mi dostęp do tego smutku, spotkałam się z nim. To jest taki paradoks, który może się wydarzyć, że śmiech kontaktuje nas z przykrymi emocjami. Tak było w moim przypadku. Według mnie to jest siłą jogi śmiechu, że w niej wszystkie uczucia są ważne – poszanowanie dla nich, zrobienie im miejsca. Ale kiedy dotkniesz tego najgłębszego smutku, tamtej wewnętrznej siebie, poświęcisz jej uwagę, zajmiesz się nią, tak naprawdę zaakceptujesz i pokochasz, to wtedy każdy śmiech, przejaw radości będzie tym cenniejszy. To jest powrót do siebie, do siebie samych z dzieciństwa, kiedy radość i spontaniczność była bezwarunkowa i czerpaliśmy z tego, nie zastanawiając się, czy tak wypada i czy to jest ok?

11377351_1021389031225169_8830650182456893786_n

Gratulujemy poprowadzenia pierwszej sesji jogi śmiechu. Opowiedz czy łatwo było skrzyknąć znajomych i jakie wrażenia po prowadzeniu?

Dość łatwo było zwołać znajomych na moją pierwszą sesję jogi śmiechu. Ale mimo, że grunt do prowadzenia był przygotowany, gdyż właściwie wszyscy już znali jogę śmiechu i byli już na takich sesjach, to i tak stres był spory. Był to dla mnie debiut w prowadzeniu zajęć w ogóle. Po zajęciach czułam, że chcę więcej, że chcę poprowadzić kolejną sesję. Spodobało mi się. Czułam się w tym bardzo naturalnie. Wiary też dodał mi pozytywny odzew uczestników. Oczywiście były rzeczy do poprawki, z których wyciągnęłam wnioski przy planowaniu kolejnych sesji. Bo choć joga śmiechu może wydawać się z zewnątrz taką luźną zabawą, pozornie bez żadnego schematu, to przecież od strony technicznej jest baza, której każdy prowadzący powinien się trzymać.

Po tygodniu poprowadziłam kolejną sesję, tym razem część osób pierwszy raz spotkała się z jogą śmiechu, więc i przygotowanie do sesji było inne. Wymagało to poświęcenia więcej uwagi przy wprowadzeniu itp.

Udana sesja i zainteresowanie ludzi spowodowało, że pomyślałam o cotygodniowych sesjach jogi śmiechu. Choć miejsce, polanka przy lesie, było świetne, to okazało się słabe w sytuacji załamania pogody. Zmusiło mnie to do znalezienia zadaszonego miejsca. Gdy już znalazłam takowe, okazało się, że mam problem ze skompletowaniem grupy – choćby trzyosobowej. Okres urlopowo-wyjazdowy nie ułatwiał skrzyknięcia ludzi, a i ja nie czułam się gotowa na tyle, by nagłośnić temat poza gronem bliższych znajomymi.

W międzyczasie zdecydowałam się na podjęcie wyzwania i poprowadzenie jednej z trzech sesji w Fundacji Hospicyjnej. Tutaj czułam się już bardziej swobodnie, bez wspomagania kartką, ale wciąż czując pokorę i widząc jak ważne jest przygotowanie, samodzielna praktyka i dalszy rozwój. Prowadzenie zajęć dla zupełnie obcych osób, było dla mnie kolejnym ważnym debiutem, ale też cennym doświadczeniem i świetną zabawą.  Wierzę, że wszystko ma swój czas, tak jak moje dojście do punktu, w którym jestem wymagało gotowości, tak kolejne kroki potrzebują odpowiedniego czasu.

Powodzenia na dalszej drodze serca, śmiechu i radości, Edyta!

11357072_1021389077891831_5053998062078580891_o

Edyta Czapla – jest Certyfikowaną Liderką Jogi Śmiechu. Pasjonuje ją rozwój wewnętrzny. Ukończyła studium psychologii zorientowanej na proces oraz brała udział w wielu warsztatach rozwojowych. Uwielbia przyrodę, bieganie i ruch wszelaki. Całkiem niedawno odkryła, że chce się z ludźmi dzielić radością i śmiechem.

Czym dla niej jest joga śmiechu? Cytując za Gandhim: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Kontakt: edytaczapla81@gmail.com

Tymczasem już 25-27.9 zapraszamy na kurs liderski w Krakowie, a 9-11.10 na kurs w Poznaniu, a także w 4 innych miastach – informacje TUTAJ

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz