Fantastyczna Marta czyli joga śmiechu na własnym weselu!

Dziś oddaję głos Marcie Kotyni, instruktorce jogi śmiechu, a także hatha jogi, zumby i tańca brzuchem, która sprawiła mi dużą radość tym, że poprowadziła jogę śmiechu na własnym ślubie! Sam też miałem przed 5 laty taki pomysł i porwałem naszych weselników do praktyki, stąd cieszę się podwójnie, że ktoś miał podobny pomysł, dzięki czemu możemy już zacząć mówić o pewnym nowym trendzie ;). Zapamiętałem Martę z kursu jako wyjątkowo roześmianą i wprawioną w prowadzeniu zajęć osobę, dzięki czemu nasza metoda wchodziła jej tak naturalnie, jak zumba, którą dla nas poprowadziła. Teraz Marta opowie nam nie tylko o ślubie, ale i o swoich przygodach z jogą śmiechu, którą poprowadziła nawet… na konwentach fantastyki. Dobra, nie psuję Wam już radości czytania, Marta, ta wirtualna scena jest Twoja!
Piotr

Nie mam pojęcia, skąd pojawiła się myśl o kursie, teraz już nawet nie pamiętam. To było dość dawno. Chyba kiedyś pojawiło się jakieś ogłoszenie w gazecie i zapamiętałam sobie, że chcę się na to wybrać. Tak po prostu. Nie wiedziałam, czym jest joga śmiechu i poszłam zupełnie w ciemno. Pewnego dnia przypomniało mi się o wcześniej złożonej sobie obietnicy i zwyczajnie poszukałam w internecie kursu jogi śmiechu. Tak znalazłam kurs u Piotra Bielskiego, który wspominam jako cudownie spędzony czas. Poznałam ludzi, z którymi, bardzo możliwe, że na co dzień nie połączyłaby nas więź, ale śmiech miał najwyraźniej tę magiczną moc, która niwelowała wszystkie różnice między nami. Dzięki temu poznałam cudowne osoby i zrozumiałam, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Otóż, wszyscy mam różne historie i cele, ale każdy z nas chce być po prostu szczęśliwy. Poza tym wewnętrznym wglądem w naturę ludzkiej i głęboką obserwacją swoich własnych reakcji i odczuć, z kursu wyniosłam bardzo dużo technik wywoływania śmiechu. generalnie, kurs dał solidne podstawy, by móc samemu prowadzić zajęcia w sposób rzetelny i motywujący innych jednocześnie. Co w nas zostanie po kursie, to zależy też trochę od nas samych. Być może każdy pojawia się na kursie z inną intencją i inne rzeczy będą dla niego najważniejsze. Ja przyszłam bez żadnych oczekiwań, po prostu chciałam od razu na miejscu „brać, co jest”. I chyba to wyniosłam też z kursu. Akceptację tego, co jest i czerpanie z tego garściami.

Po kursie już zacierałam ręce, by samodzielnie poprowadzić zajęcia jogi śmiechu wśród ludzi. Na co dzień pracuję jako instruktor Zumba Fitness, tańca brzucha i jogi właśnie, ale tej klasycznej i to branej zazwyczaj bardzo na serio. Chyba dobrze się jednak złożyło, bo ja jakoś nigdy nie przepadałam za zajęciami prowadzonymi z emfazą i bardzo często „psułam” podniosły nastrój różnymi anegdotami i żartami. Gromki śmiech na sali zawsze wydawał mi się być bardziej naturalny niż głucha cisza. Czułam więc, że moi jogini od razu pokochają tę metodę. Tak właśnie było! Pierwsze zajęcia przeprowadziłam chyba tydzień lub dwa po kursie. Było to na sali fitness i było nas koło 20 osób. Z tego dnia nie pamiętam za dużo, poza faktem, że wszystko na początku wydawało się być pechowe. Najpierw motor nie chciał odpalić – no, nie dotrę! Potem torba nie chciała wejść do kufra – no, spóźnię się! Potem laptop się zaciął na sali… I już byłam bliska rozstroju nerwowego, gdy przypomniałam sobie, że przecież idę na jogę śmiechu. Całą sytuację skwitowałam tradycyjnym: „świetnie, świetnie, hej!” i nagle ten ciąg wydarzeń zdawał mi się być wyjątkowo zabawny i zupełnie nie budził już we mnie zdenerwowania. Z pełną mocą i humorem weszłam na salę i przeprowadziłam zajęcia, a ludzie od razu je pokochali. Później też przeprowadzałam jogę śmiechu nieco regularniej, ale to te pierwsze zajęcia były wyjątkowe. Przecież na początku wszystko zdawało się być przeciwko mnie, ale gdy pod sam koniec zajęć widziałam łzy wzruszenia w oczach uczestników, zrozumiałam, że ta metoda może naprawdę przynieść wiele dobrego. A to, co wydarzyło się po drodze, mogło być małym sprawdzianem, czy potrafię tę radość utrzymać – nie tylko na sali Tak wyglądały pierwsze zajęcia, ale oprócz tego dość aktywnie udzielam się z jogą śmiechu na różnych konwentach…między innymi tych dotyczących gier i fantastyki oraz mangi i anime (okazyjnie). Może to brzmi nietypowo, ale to wspaniałe miejsca na praktykę jogi śmiechu. Ogrom osób, barwne cosplaye*, wspólne pasje i chęć spędzenia czasu wśród ludzi. Nie znam chyba w takim wypadku lepszego sposobu na integrację, jak joga śmiechu. Obejmij Batmana, pośmiej się z Wiedźminem, przybij piątkę ze śmiechem Czarodziejce z Księżyca…Sama także występuję w przebraniach i wtedy emocje są jeszcze przyjemniejsze W maju poprowadziłam jogę śmiechu na największej w Polsce imprezie dotyczącej tematów fantastyki i popkultury. Był to Pyrkon, a liczba uczestników imprezy wyniosła w 2018 roku ponad 40 tys. osób. Na moje śmiechowe warsztaty przyszło bardzo dużo osób i spotkałam się z niesamowicie pozytywnym odbiorem. Wiem, że w uczestnikach „coś” z tej jogi zostało, bo jak znowu na siebie gdzieś przypadkiem trafiliśmy, to krzyczeliśmy na powitanie „świetnie, świetnie, hej!” lub po prostu śmialiśmy się na swój widok. Planuję nadal szerzyć śmiech wśród graczy, fantastów i tzw. geeków – możecie spodziewać się mnie na konwentach Hahaha

Pomysł z przeprowadzeniem jogi śmiechu na własnym weselu był dość spontaniczny. Omawialiśmy z mężem oraz z DJem potencjalne weselne zabawy. Wyjątkowo nie lubię tych takich typowych bardzo erotycznych i szybko się okazało, że z większością zabaw jesteśmy na „nie”. I jakoś tak sama z siebie zaproponowałam, że mogę poprowadzić jogę śmiechu lub Zumbę. Zumbę raczej ciężko w sukni wyczyniać, zatem została joga śmiechu. Same zajęcia wypadły cudownie. Być może, to już takie zboczenie zawodowe, że jak jestem na sali z dużą liczbą ludzi, to nagle zaczynam całkiem naturalnie prowadzić jakieś zajęcia. Chyba ten wewnętrzny instruktor-wodzirej nawet na ślubie nie chciał brać wolnego. I dobrze! Nie wiem, czy można wymarzyć sobie coś piękniejszego niż wspólny śmiech z najwspanialszymi przyjaciółmi i to w tak szczególnym dniu. Dla mnie to było magiczne i przepiękne. Widziałam szczere i serdeczne uśmiechy wszystkich zebranych, a ich otwartość na prezentowane ćwiczenia była niesamowita. I co jest jeszcze cenniejsze – nawet osoby, które wolały stać z boku, ostatecznie śmiały się z nami, tylko w swojej bezpiecznej odległości. Można śmiało powiedzieć, że joga śmiechu przełamała opory wielu osób, a tym, którzy nie chcieli przełamać tych oporów, i tak dostarczyła dużo radości. A to jest dla mnie najważniejsze, jako dla instruktora i ogólnie, jako człowieka.

*cosplay –  (z ang. costume playing – zabawa w przebieranie) – zapoczątkowane w Stanach Zjednoczonych przebieranie się za postaci z mangi, anime, gier komputerowych i filmów popularne w kulturze japońskiej

Wielkie dzięki Marta za piękną opowieść i dużo szczęscia dla Ciebie i dla Was!

Marta znana szerzej jako Nakaya działa naprawdę z wielkim rozmachem, wyobraźcie sobie, że prowadzi aktywnie aż 3 fanpejdże, jeden od jogi, drugi od zumby, trzeci od belly dance. Zachęcam do polubienia wszystkich! :)

PS

Daję znać, że najbliższy kurs instruktorski jogi śmiechu już 11-13.1.2019 w Warszawie, więcej informacji tutaj. Istnieje też możliwosć przeprowadzenia szkolenia w trybie indywidualnym, więcej informacji bezpośrednio u mnie. A absolwentom i absolwentkom kursów przypominam o naszym kongresie już 9-12.5.2019 w Wildze.

 

Komentarze Facebook

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.